Historia domu

Początki domu – Strażnica

historia_rako_watermark (4)

Najstarsze dokumenty dotyczące domu i ziemi, na której się znajduje pochodzą z 1860 roku. W tamtych czasach należał on zapewne do własności hrabiego Marcelego Czarneckiego. Unikalna forma architektoniczna domu, nawiązuje  do jego  pierwotnego przeznaczenia. Z ustnych przekazów wynika, że był on strażnicą i zapleczem dla rozciągających się w okolicy winnic. Z nimi związana była zasadnicza część obecnego budynku.

Wysoka wieża z okienkami wychodzącymi na cztery strony świata służyła prawdopodobnie do obserwacji winnicy i strzeżenia dóbr właścicieli. Część środkowa domu była przeznaczona dla mieszkańców, być może rodziny strażnika, jego najemcy.

Prawdziwym skarbem, sercem budynku były jego piwnice, których sposób budowy wskazuje na przechowywanie moszczu winnego i być może produkcji win. Wskazują na to murowana podłoga , murowane specjalną żółtą  cegłą sklepienie oraz murowane nisze i półki do przechowywania wina. Chodziło o wytworzenie specyficznego mikroklimatu i temperatury do przechowywania wina.
historia_rako_watermark (1)

Kartka pocztowa – Wrzesień 1898

Restauracja Fuchs Garten

Na przełomie XIX i XX wieku właścicielami domu stała się niemiecka rodzina Marii i Ernesta Fuchsów. Fuchsowie kontynuowali tradycję domu związaną z winiarstwem i otworzyli w nim Garten- Restaurant. W okresie przeszło 30 lat rozwinięto dom w lokalny ośrodek życia kulturalnego i rozrywki.

Otworzono w  nim restaurację, z czasem dobudował do niego północną część mieszczącą sale balowe i restauracyjne. Zbudowano  także  kręgielnię i  budynki gospodarcze. W ogrodzie powstała muszla koncertowa, w której przygrywała w letnie wieczory orkiestra wojskowa. W świetle gazowych lamp goście przechadzali się alejkami wysypanymi piaskiem.

 

historia_rako_watermark (3)

Muszla koncertowa w parku

historia_rako_watermark (5)

Widok na park od strony werandy – Lipiec 1905

historia_rako_watermark (6)

Miejscowe towarzystwo oraz goście z daleka- Zjazdy bractwa kurkowego

1923 rok – Rodzina Marciniaków

Po odzyskaniu przez Polskę w 1919 roku niepodległości rodzina Fuchs’ów nie decyduje się na przyjęcie obywatelstwa polskiego co zmusza ich do sprzedaży posiadłości i powrotu do Niemiec. Jego nowi właściciele, moi dziadkowie, Marjanna i Stanisław w 1923 roku kupują dom dzięki pieniądzom zarobionym w palarni kawy prowadzonej przez nich w Berlinie. Dom nadal jest restauracją aż do wybuchu II wojny światowej. Pomimo zawirowań 20 – lecia wojennego rodzina rozrasta się i prosperuje.

historia_rako_watermark (13)

Dziadek Stanisław, Babcia Marjanna i najstarszy syn, Leon

W maju 1932 roku umiera Stanisław Marciniak. To ogromny cios dla całej rodziny i wydarzenie mające duży wpływ na przyszłość domu i restauracji. Dwa lata po śmierci dziadka babcia ponownie wychodzi za mąż za Stefana Małego. To od jego nazwiska pochodzi przydomek używany po wojnie „u Małowej” określający dom i restaurację.

historia_rako_watermark (12)

W 1934 roku właścicielką domu staje się 3 letnia Irenka – moja przyszła mama

historia_rako_watermark (10)

Restauracja po śmierci dziadka

historia_rako_watermark (14)

W restauracyjnej kuchni Babcia Marjanna , Stefan Mały  i niania Maria Przybyła 

witos

Jednym ze słynnych gości był ówczesny Premier Wincenty Witos

II wojna światowa – Willi Jaholke

Na początku grudnia 1939 roku rodzina Marciniaków dzieli los wielu rakoniewickich rodzin i  zostaje zesłana do Generalnej Guberni. Trafia na Podlasie, do Kosowa Lackiego i pozostaje tam aż do kwietnia 1945 roku. W tym czasie  gospodarzem domu staje się Niemiec Willi Jaholke. Propagandowe kino niemieckie znajduje właśnie tu swoją siedzibę przez cały okres wojny.

historia_rako_watermark (9)

Rok 1943

Zdjecie-11-1a

W parku tuż przed wybuchem wojny 

(Niania mojej mamy – Maria Przybyła z siostrami i przyjaciółkami)

historia_rako_watermark (11)

Niemiecki oficer w muszli koncertowej 

 

Czasy powojenne

Tak jak  na każdą  rodzinę i gospodarstwo w Polsce, wojna  wywiera niszczący wpływ na dom w Rakoniewicach. Budynek znajduje się w opłakanym stanie ,wielokrotnie rabowany przez Niemców i Rosjan. Wyposażenie domu i restauracji zostaje zniszczone i rozkradzione, a wiele okazów zabytkowych drzew w parku wyciętych na opał.

Jednak odradzające się życie w ludziach poturbowanych przez wojnę, wciąż potrzebuje miejsca do spotkań, zabaw i wesel. Takim miejscem znów staje się dom z wieżą. Tu odbywają się projekcje kina objazdowego oraz spektakle Teatru Ludowego i występy Koła Naukowego miejscowej szkoły.

W tym czasie gospodynią domu jest babcia Marjanna która, nie tylko dźwiga gospodarstwo i dom z zaniedbań czasów wojny ale prowadzi także bufet na pobliskiej stacji kolejowej.Pracując z wielkim wysiłkiem, cała rodzina pomaga babci w przywróceniu temu miejscu dawnej świetności.

fixd (1)

fixd (6)

Cyganki na tle domu

Zdjecie-13a

Zabawa na salach

1954 rok – Irena i Stanisław Maćkowiakowie 

Pod koniec życia babci Marjanny rządy w domu z wieżą obejmuje kolejna z rodu kobieta, moja mama Irena. Już od wielu lat jest prawną spadkobierczynią majątku, ale swoje obowiązki podejmuje dopiero z momentem wejścia w związek małżeński z moim przyszłym tatą, Stanisławem Maćkowiakiem.

Zdjecie-10a

fixd (2)

Dom powoli powracający do świetności

Z czasem podjęta zostaje też decyzja o wynajmowaniu sal dawnej restauracji, które zmieniają swój charakter na produkcyjne.

Zdjecie-05

Mama z babcią

Kolejno mieszczą się tam zakład produkcji ozdób choinkowych, szlifiernia kamieni szlachetnych, zakład produkcji kurtek.W latach 60-tych część produkcyjna domu zostaje rozbudowana – zostaje zabudowana dawna weranda a w przyziemiu dobudowane zaplecze socjalne dla pracowników.

fixd (11)

Rysunek tuszem z 1957 roku

fixd (7)

Zabudowany po wojnie ganek

Anita Maćkowiak

Jednocześnie przez  gościnne progi prywatnej części domu przetacza się  bliższa i dalsza rodzina, przyjaciele i znajomi moich rodziców . Wielkopolski zwyczaj wspólnej pracy a także wspólnego spędzania wolnego czasu, wciąż ma godne miejsce do realizacji. Historia zaciera się powoli i jest już tylko rodzinnym wspomnieniem, opowiadanym sobie z rzadka. Ale dom wciąż jest ośrodkiem tętniącego życia  dla węższego, ale aktywnego grona ludzi.

kolaz03

W domu panuje niepodzielnie moja mama, energiczna i pracowita gospodyni, przyciąga swoja barwną osobowością wielu gości. Tato łagodny z natury, o serdecznym usposobieniu oraz niezwykłym poczuciu humoru, znajduje dla siebie przestrzeń w pracy zawodowej. Prowadzi zakład malarski i pomimo trudnych czasów PRL-u, remontuje i odnawia dom, dbając szczególnie o zachowanie jego dawnego charakteru.

anita01

Na początku lat 70-tych przybywa nowy członek rodziny, czyli ja, Anita Maćkowiak.Szybko asymiluję się z domem. Jako czteroletnia dziewczynka staję się częstym gościem sal produkcyjnych, zwłaszcza dekoratorni ozdób choinkowych i pakowalni. Pracownicy Spółdzielni są dla mnie jak rodzina, a miejsce ich pracy magiczną krainą, gdzie zawsze można się skryć przed czujnym okiem mamy.

anita02

Ja, mama i panie pracujące w Spółdzielni Odrodzenie

Czasy dzieciństwa i dorastania to również doświadczenia bycia w naturze, zabaw w parku, prac w polu i sadzie.  Do dziś pamiętam zapach porannej rosy na łące i kakao, które przynosi mi mama. I  te wciąż uciekające z pastwiska krowy, bo Anitka znów się zaczytała !

anita05

Otoczenie domu sprzyja pustoszeniu przeze mnie warsztatu taty i regularnemu wynoszeniu narzędzi do parku, które mają pomóc w budowaniu coraz to wymyślniejszych szałasów, kryjówek i tzw. obozów. Wiele z nich znajduje się dopiero jesienią, kiedy opadające liście odsłaniają zapomniane łopaty, młotki i grabie.

kolaz02

Z nostalgią wspominam czasy ciągłego przebywania „na dworze” . Zimą, grywanie w hokeja i jazdy na łyżwach na stawku za domem, żeby za chwilę przenieść się 200 metrów dalej i zjeżdżać z szaloną prędkością z Piaskowej Góry. Wiosną i latem wygrzewanie się na słońcu, objadania się blubkami i gruszkami, a jesienią wypadów na grzyby do pobliskiego lasu, zbierania ziemniaków na polu koło stacji i zajadania się jabłkami z drzew, które od dziesiątek lat na drodze dojazdowej do domu witają przybywających gości.

anita03

Jeśli mówić o szczęśliwym dzieciństwie, to moje takie było.

Potem szkoły, studia, praca zawodowa, zdobywanie doświadczeń, poznawanie świata i powrót  do tego miejsca już jako dojrzała osoba.

kolaz01

I znowu Dom i jego otoczenie okazał się nieoceniony. Najpierw jako azyl dla trudnych chwil związanych z odejściem moich rodziców. Później jako bezpieczna przystań w trudach dnia codziennego, a teraz jako miejsce do którego najchętniej się wraca żeby odpocząć, posiedzieć przy ogniu kominka lub żarze ogniska, pójść na spacer do lasu, podlać warzywa w ogródku, skosić trawę, spotkać się z rodziną i przyjaciółmi, przytulić ukochane zwierzęta.

anita04

Reklamy